Nie wiem czy moment, kiedy nie ma się nic do napisania, to najlepsza chwila na zaczynanie bloga. Ale skoro już sobie obiecałam, że w końcu zacznę, to lepiej żebym zrobiła to teraz, kiedy mój mąż na chwilę przestał okupować naszego wspólnego(przynajmniej z założenia;) ) laptopa. Poza tym, chwilowo nie mam żadnych innych pomysłów na spędenie pierwszego dnia roku pańskiego 2008. Co, muszę przyznać, nieczęsto się zdarza, bo zazwyczaj mam dziesiątki tysięcy pomysłów na minutę. Problem w tym, że kończą się praktycznie szybciej niż się pojawiają.
     Skoro jest to mój pierwszy wpis, na moim pierwszym blogu, to wypadałoby się przedstawić i skreślić kilka słów o sobie samej.
A więc(tak, tak, zdaję sobie sprawę, że nie zaczyna się zdania od „a więc”) nazywam się Ola Jurkowska. Od 25. VIII. 2007 jestem szczęśliwą(zazwyczaj) mężatką. Mąż mój najukochańszy, Marcin, z zamiłowaniem oddaje się wszystkiemu co ma kabelki(od komuterów, przez telefony i aparaty po różne inne dziwne przedmioty, które nie zawsze jestem w satnie nazwać). Dodatkowo od już ponad dwóch miesięcy mieszkamy oboje na emigracji, tj. w stolicy Irlandii, Dublinie. Całkiem ładne mieszkanko, muszę przyznać.
     I na razie byłoby tyle. Pozostaje mi żywić nadzieję, że blog nie podzieli losu innych moich genialnych pomysłów umarłych śmiercią przedwczesną i poronionych.

Zapraszam do czytania.

P.S. Z góry przepraszam za ortografy. Ale niestety jestem bałaganiara. I tak będzie musiało już zostać;)