Znacie tego pana? Jeśli nie to warto. Jak nazwisko wskazuje pochodzi z Francji. Urodził się w 1908 r  i żył prawie 96 lat.

Zajmował się czymś co w tej chwili można określić jako fotografia uliczna i dziennikarska. Jako jeden z pierwszych fotografował Leicą na filmie formatu 35 mm. Jeszcze wtedy, większość poważnych fotografów używało większego formatu. Mała i poręczna Leica pozwoliła Bressonowi łapać to co się działo wokół niego. 

Nie teoretyzuję więcej, bo słaby ze mnie teoretyk. Chciałam wam pokazać zdjęcie, które mnie ostatnio … z braku lepszego słowa, powiem – urzekło. Patrząc na nie mam wrażenie, że oto właśnie przerwała się jakaś zasłona między światami, i mam szansę zajżeć do świata dużo bardziej kolorowego (mimo tego, że fotografia jest czarno-biała) i bardziej radosnego. 

 

I jeszcze przy okzaji cytat (z wstępu do albumu Decydujący Moment)

While working, a photographer must reach a precise awareness of what he is trying to do. (…) At the same time, it’s essential to avoid shooting like machine-gunner and burdening yourself with useless recordings which clutter your memory and spoil the exactness of the reportage as a whole. 

 

Wcale nie łatwo jest o tym pamiętać, mając w aparacie powiedzmy 8 GB kartę, zamiast 36 klatek. I zdjęcia piętrzą się na dysku. I nawet nie chce się ich przebrać.