mojepoddasze blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2010

Dzisaj się dowiedziałam, że będę historyczna:)

WALKA KOBIET W MMA

 

 

 

 

 

Czasem nie ma o czym pisać. Więc
pomyślałam sobie, że w zasadzie każda data ma swoją historię.
Wystarczy wpisać ją w wyszukiwarkę na Wikipedii, żeby się o tym
przekonać.

17 stycznia – wiele rzeczy się
wydarzyło, wielu znanych ludzi urodziło się bądź umarło. Zawsze
to jakiś powód do poszerzenia wiedzy i poszerzenia horyzontów. W
związku z tym do tagów dodaję jeszcze jeden – „data.”

Dzisiejsza data to 17 stycznia 1945 –
data rozwiązania Szarych Szeregów.

 

Zawiszacy – najmłodsza wiekowo grupa Szarych Szeregów – z Harcerskiej Poczty Polskiej, podczas Powstania Warszawskiego – Ci chłopcy na pewno nie uczyli się agresji z gier komputerowych.

Nie trudno dostrzec bohaterów w chłopakach i dziewczynach, którzy z bronią w ręku walczyli o wolność. Nie zapominajmy jednak, że sama walka to nie wszystko. W Szarych Szeregach o tym wiedzieli. Walka i przygotowanie do niej, było tylko fragmentem działalności tej organizacji. Rónie ważne było myślenie o przyszłości. Poza planami na „Dziś”(walka w konspiracji) i „Jutro” (powstanie), były tez plany na „Pojutrze.” Przygotowanie do życia w wolnym kraju. Czy to w Zawiszy, w Bojowych Szkołach czy też w Grupach Szturmowych, duży nacisk położony był na naukę. A wtedy za naukę płaciło się często więzieniem albo obozem koncentracyjnym. Jakby się tak zastanowić, to teraz nauczycielom wcale dużo lepiej się nie płaci. A młodzież jakby mniej się garnie.Cóż poradzić.

Studentki tajnej medycyny:

 

I na koniec muzycznie. Kawałek z jednej z moich ulubionych płyt – Powstanie Warszawskie – Lao Che 

 

 

 

Dostałam od męża prezent. Tak bez
okazji chyba. Płytę – której szukałam odkąd właściwie wyszła:

Wystarczy kliknąć na płytę, żeby dowiedzieć się o niej
więcej:)

Nie przesłuchałam jeszcze całej. Ba, nie przesłuchałam
jeszcze nawet całej pierwszej płyty. Mam nadzieję, że dzisiaj w
końcu mi się uda. A jak się nie uda to będzie przyjemność
dzielona na kawałki:) Anyway, jak mówią Wyspiarze, mój faworyt na
chwilę obecną to „Cieszyńska,” w wykonaniu pana Andrusa.
Z resztą, jest to w ogóle kawałek dzięki któremu zainteresowałam
się tą płytą. Jak ktoś chce posłuchać, Youtube przychodzi z
pomocą.

 

 

 
 
Polecam też piosenkę w tej wersji. 

60s fashion:)

Pada i pada i pada, zasypuje wszystko do okoła. Czy ktoś może wie, gdzie chowa się efekt cieplarniany tej zimy?

Dla tych, których interesuje to, jak Amerykański Vogue wygląda zza pleców. Mi osobiście najciekawsze wydały się fragmenty poświęcone przygotowaniom rozkładówki i w ogóle sesji zdjęciowych. 

 

Zima się zrobiła. Termometr pokazywał -11 dzisiaj koło południa. Więc wybraliśmy się na zdjęcia. W plener. Do lasu:) Zmarzliśmy, ale przynajmniej ogrzewanie nam w samochodzie działa. Bo inaczej nasza mysz samochodowa dawno by zamarzła:) A tak dostała „margarynkę” i siedziała jak pod miotłą:)

A poza samochodem – śnieg!

i lód

Norma Jeane. 

 

Myślę, że napiszę kilka postów na jej temat w tym roku. A tym czasem, zbierając informacje, znalazłam takie coś:

 

 

 

… czyli w końcu doszłam do siebie po Sylwestrze:) Oby cały rok mi upłyną tak wesoło jak impreza sylwestrowa. 

Jak widać (mam nadzieję) motywem przewodnim były lata 8o-te. Jeśli nie widać, to mogę tylko na własne usprawiedliwienie powiedzieć, że o tym, że to akurat lata 80te będą nas obowiązywać na imprezie, dowiedziałam się o godzinie 14:00 dnia 31. grudnia 2009. Tak więc czasu było nie za wiele. Ale szybki napad na niewyczerpany magazyn pomysłów(tj. sklep z tanią odzieżą), butelka wybielacza, nożyczki, lakier do włosów i żelazko i coś tam mi się udało(mniej lub bardziej), wymyślić. Jako baze wyjścioą mieliśmy w domu 2 rzeczy – czarną kamizelkę(dla Marcina) i dżinsową mini(dla mnie). Dobieranie  ciuchów  w szmateksie zajęło nam jakieś 20 minut. Moczenie rurek w wybielaczu jakieś pół godziny. Potem szybkie pranie, obcinanie zbędnych kawałków, poszerzanie dekoltu, strzępienie rękawów , wycinanie poduszek ze „sweterka”(niby nie powinnam, ale ja i bez poduszek mam szerokie ramiona, a razem to już była przesada:) ) – godzina. No i ostatni – najbardziej pracochłonny etap – suszenie przy użyciu żelazka. Wybór był pomiędzy – suszymy żelazkiem a idziemy w mokrych ciuchach. Na grzejniku na pewno by nie zdążyły wyschnąć. Na koniec tona niebiezkiego cienia, róż na policzki i kilogram lakieru na głowę. Na moją głowę, bo Marcin mimo moich usilnych starań, nie dał się przekonać i nie pozwolił się natapirować. A taki mógłby być ładny tapirek;) Tak czy siak – efekt starań widoczny na zdjęciu.


  • RSS