mojepoddasze blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2009

Tak dzisiaj wygląda nasze mieszkanko. 

Taki mamy polny dzień dzisiaj. A wszystko zaczęło się od śniadania w McDonaldzie. Ze śniadania wracaliśmy polnymi drogami to i trochę kwiatków udało mi się nazbierać. I teraz pachną. To znaczy próbują, bo w dalszym ciągu dominuje farba ftalowa. 
I znowu pada. A takie miłe słoneczko do śniadania nam świeciło.

…czyli remont pełną parą. Teraz to już w zasadzie ani końca ani początku nie widać. Maluję meble kuchenne. Ale nie tylko w kuchni, bo dzwiczki i korpusy porozkładane są po całym domu. A to i tak dopiero pierwsza tura.  Przewidywane są jeszcze conajmniej dwie. Wszystko po trzy warstwy + przecierka. Zakładając, że jedna warstwa schnie 14 godzin(wg instrukcji na puszce), to przez najbliższy tydzień, w domu zamiast zapachu domewej szarlotki z cynamonem(cięgle nie mogą podłączyć piekarnika), unosić się będzie zapach farby ftalowej. Jak ktoś lubi to zapraszam:) 

I cały czas stres – czy coś z tego malowania wyjdzie, czy aby te meble nie będą gorzej wyglądać… eh. Zna ktoś jakieś domowe bóstwo od remontów? Chętnie zlożyłabym małą ofiarę;)

 

Na pocieszenie, dwa zdjęcia z przedwczorajszej sesji zdjęciowej w starym budownictwie:)

Na zielono:

 

I na fioletowo:

 

Modelkowała – Karina

W tym tygodniu kuchnia. Aktualnie malowana(chyba czwartą warstwą) malowana ma stworzyć idealną kompozycję z cappuchino i mleka. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Na chwilę obecną kanapki robimy w pokoju, i suszarkę do naczyń też mamy w pokoju. Z resztą szafki kuchenne też mamy w pokoju. Robi się coraz ciaśniej. Chyba trzeba się w końcu skupić i skończyć.

 

I jeszcze zdjęcie z serii, życie w biegu… z ostatniej naszej wyprawy do stolicy.

Dużo ostatnio nie piszę, nie ukrywam. I nawet pewnie byłoby o czym, tylko czasu jak na lekarstwo. Może by tak zarzucić spanie? Zawsze to te kilka godzin więcej, prawda? 

No w każdym bądź razie, dzisiaj piszę. A piszę, bom się zbulwersowała. Czym? A Pałacem Wilanowskim. To znaczy sam pałac jest całkiem sympatyczny, stoi sobie od tego XVII wieku i na razie raczej nie zamierza się rozpadać. Ale może nie wszyscy wiedzą, że w Pałacu w Wilanowie jest muzeum. Wiem, wiem, to też samo w sobie nie jest faktem bulwersującym.

Normalny(nie ulgowy) bilet to Muzeum kosztował nas 16 zł za osobę. Jak na polskie realia – wcale nie tak mało, więc oczekiwaliśmy czegoś ciekawego. I od tych oczekiwań, związanych poniekąd z ceną biletu, zaczęło się nasze rozczarowanie. Wpuszczono nas do pałacu, kazano się rozebrać, trzy razy powiedziano, że nie można nam robi ŻADNYCH zdjęć i poszliśmy zwiedzać. Idziemy, idziemy, tu jakiś obrazek, tu jakaś figurka, a tu jakaś tabliczka oznaczona „Audioguide 1″, no ale my audioguida nie mamy, bo to by nas kosztowało dodatkowe 10 zł do biletu. Rozglądamy się więc, rozglądamy… no bo skoro audioguide ma coś do powiedzenia, znaczy coś ważnego gdzieś tu jest… Tu jakieś schody, tu jakiś obrazek, tu drugi, tu firanka… I weź tu człowieku bądź mądry i zgadnij, o co właściwie chodzi. Sobieski tu całował Marysieńkę? Czy może któryś z obrazuw wyszedł spod ręki Leonarda? Poza tabliczką sygnalizującą konieczność odsłuchania przewodnika, nie ma nic co by dawało choćby strzępek informacji, obrazy nie podpisane – i nie mówię tu o jakimś szczegółowym opisie, chociaż skoro to takie ważne miejsce, to pewnie by nie zaszkodził, ale może chociaż autor, albo tytuł. A tu nic, zero. Jak nie chciało ci się dopłacać 10 zł za audioguida to teraz możesz jedynie zgadywać. I tak w całym muzeum. Jedyne informacje jakie można było przeczytać, dotyczyły przedmiotów, w których renowację Muzeum włożyło dużo wysiłków i pieniędzy. I nawet przy takich obiektach, informacja dotyczyła głównie przebiegu renowacji. 
W dodatku, do większości pomieszczeń nie można wchodzić, ustawioną w środku ekspozycje, odgradzają sznureczki. No niby można by to zrozumieć, może to te najcenniejsze eksponaty, może byśmy my(zwiedzający) coś poniszczyli, no nie wiem – niechcący, albo od patrzenia. Ale ekspozycje są tak skomponowane, że połowy rzeczy nie widać. Nie widać obrazów, które są popowieszane na tej samej ścianie co drzwi, nie widać pochowanych w kontach szafek i zegarów, czasami tylko widać gdzieś w głębi jakieś pomieszczenie, z którego tylko złocone poręcze wystają, nic innego nie widać. 
Co więcej, obsługa muzeum, głównie panie (ale nie tylko), pamiętające jeszcze… no dobra, chciałam napisać budowę pałacu, ale to by już była przesada. W każdym razie panie (i panowie) sprawiali wrażenie jakby fachu uczyli się za czasów komuny(ostatnio dużo się mówi o obaleniu tegoż systemu). Zajmowali się gównie posępnym siedzeniem, obserwowaniem zwiedzających z poważną i skupioną miną, oraz zrywaniem się co chwila z kwestią – „Nie dotykać!,” „Nie opierać się!,” „Nie ruszać!” Naprawdę strach było o coś zapytać. Udało nam się porozmawiać jedynie z dwoma paniami, z jedną przy barokowych portretach trumiennych i z drugą przy haftach krzyżykowych. Kropla w morzu potrzeb.
W końcu dołączyliśmy się do jakiejś zorganizowanej grupy z przewodnikiem. Dzięki temu przynajmniej dowiedzieliśmy się, że jesteśmy w sypialni Marysieńki czy Sobieskiego. Ale niewiele więcej. Bo pani przewodnik wygłaszała kwestie z rodzaju: „Tu jest waży obraz tego i tego artysty, a tu istotna rzeźba.” A do tego to by wystarczyła tabliczka. Ale oczywiście tabliczki nie ma. Więc co mają zrobić ci, którym nie uda się dołączyć do wycieczki?

Podsumowując – NIE, NIE i jeszcze raz NIE dla takiej organizacji muzeów. 

A swoją drogą, to co to za moda z tym nierobieniem zdjęć. Ja rozumiem, że są przedmioty, typu obrazy, gobeliny, płótna, którym szkodzi lampa błyskowa, i światło… ale komu szkodzi kilka klapnięć migawki? Ehh… Ja nie wiem… Nawet w Muzeach Watykańskich można było robić zdjęcia, no ale widocznie w Wilanowie są cenniejsze zbiory, tylko my nie możemy tego ocenić – no bo niby jak? Chyba tylko z audioguida. 

 

A to ja wczoraj:

… z tego co się u nas dzieje. Remont na całego. Wczoraj w nocy z pomocą taty(za co jeszcze raz strasznie dziękujemy) przywieźliśmy szafę w częściach i teraz nam się trochę wala po mieszkaniu. Do tego 10 minut temu przywieźli piekarnik i zmywarkę, a nam się jeszcze sypialni nie udało pomalować. W trzech słowach – Zabawa na całego:)

 

A oto i migawki, ze stanu obecnego:

…czyli nowy kolor w sypialni. Tym razem Wiosna 2 i Wiosna 4 z palety farb Nobiles

 

A to znaczy mniej więcej tyle, że nie mam czasu:) No i ręce mnie bolą. A tu jeszcze trening dzisiaj. Coś mi mówi, że za dużo to ja sobie nie powalcze. A tak bym sobie powalczyła, jak chłopaki na niedzielnych zawodach.

O tak na przykład:

 

Pozdrawiam wszystkich czytających. Jeszcze tylko szybka kawka, i spowrotem do wałków i pędzli. Oby coś z tego wyszło:)

 


  • RSS