mojepoddasze blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2009

A to tak na poprawę humoru

No i mnie natchnęło, czy tam natchło, jak kto woli. Siedziałam sobie dzisiaj i czytałam świeży numer National Geographic. Dokładnie artykuł o małym mamucie, którego ktoś znalazł w śniegu. No i się wypowiadała panie z Natural History Museum w Londynie. I tak sobie pomyślałam, że bardzo chętnie odwiedziłabym jeszcze raz to muzeum. Może na trochę dłużej, bo jak byłam wcześniej to wszystko tak na szybka, na łapu capu było. Poza tym to było dawno, dawno temu, a ja miałam odciski od trampek i musiałam w mamy klapkach pomykać po stolicy mody:) Ale było mineło. W każdym razie jak sobie przyopomniałam muzeum, to od razu do internetu, sprawdzić ile bilety do Londynu. No i niespodzianka, bo bilety po 0.00 euro. Czyż to nie jest przeznaczenie? Tak więc zakupiliśmy bilety i jeszcze przed powrotem na ziemię ojczysta zamierzamy pozwiedzać sobie Wyspy. Hiphiphura:) Dopiero po kupieniu biletów zaczęłam sprawdzać jakie sa ceny wejściówek w Londku, no i tu niestey się okazuje, że nie niskie. Ale cóż. Jak się powiedziało A to trzeba powiedzieć i B, prawda? W każdym razie Natural History Museum jest za Free. A i funt w sumie nie taki drogi, prawda? :) Może dobrze, że nie sprawdziłam, bo jeszcze byśmy się nie zdecydowali? A tak to już się nie wycofamy, bo w tanich liniach nie chca zwracać, za bilety:) 

Na szcęście się zamknęło. Delikatny problem jest z otwieraniem, ale przynajmniej trudniej się będzie dostać do ciastek, a i kalorii więcej się spali jeszcze przed zjedzeniem;)

 

A oto i pudełeczko:

No i się doczekaliśmy. Dochodziliśy w sumie, bo przeszliśmy w zeszły czwartek całe miasto w poszukiwaniu sklepów z używanymi aparatami. Oczywiście jak zwykle padało i jak zwykle jak się szuka czegoś konkretnego to nigdzie nie ma. Ale się udało. Co prawda w założeniu miało być co innego, ale jak nie ma to nie ma i trzeba czasem trochę nagiąć pierwotne założenia. Szcególnie jak budżet ograniczony. Tak więc oto jest – nasza nowa zabawka – tadadadam dadam – nasze drugie body – Canon EOS 30D:

 

 

 

Jak widać już się zadomowił wśród innych naszych maskotek:)

 

A na dodatek, wzięłam się spowrotem do hand-made-owania. Właśnie powstaje puszka na ciasteczka. Przerabiam trochę opoakowanie po cukierkach. Pierwsza moja tego typu próba. I jak zwykle okazało się, że niektóre moje założenia były błędne. Na przykład to, że nie przeleciałam papierem ściernym powierzchni puszki przed pomalowaniem. No i farba nie chciała mi się kleić. Przynajmniej na początku. I stąd musiałam pomalować ją kilkoma warstwami i teraz mam pewne obawy, że nie będzie się chciała zamknąć. Zobaczymy. Na razie lakier schnie:)

 

Tak wyglądam przy pracy:

 

Niedługo może pokażę, co z tego wyszło:)

Czyli 7.20 dnia 19 maja roku pańskiego 2009. Godzina odlotu. Kupiliśmy już bilety i wracamy do Polski. Teraz tylko pozostaje liczyć na uczciwość landlorda(zwanego także Lordem Vaderem). Dzisiaj ma przyjść zrobić kilka zdjęć do ogłoszenia i mam nadzieję, że od razu powie co będzie z kaucją. 

 

Plener

1 komentarz

Niby nie prację, a jakoś ostatnio nie mam czasu na bloga. Albo przynajmniej siły nie mam. Z reszta, hand-made’owo to niewiele sie dzieje, bo jakos nie mam nastroju. Za to trochę więcej zdjęć robię. Nawet w niedziele udaliśy się z Marcinem na plener fotograficzny zorganizowany przez społeczność fotopasji. Pogoda nam dopisała, zdjęć powstała cała masa. Tylko doszliśmy do wniosku, że potrzebne nam drugie body. Bo z jednym aparatem to nie robota:) Tak więc w chwili obecnej polujemy na Canona 40d. Jak ktoś ma do sprzedania tanio i mało używany, to chętnie weźmiemy;)

A to przykład moich zdjęć plenerowych:

 

Laura Marling – My Manic & I

Dzisiaj wpadam tylko na chwilę. Podzielić się muzyką, która mi się ostanio bardzo spodobała. Laura Marling – dziewietnastolatka, która w epoce boys i girlsbandów dopracowanych do perfekcji, przez całe rzesze specjalistów, śpiewa, gra i pisze teksty. I wychodzi jej to naprawdę rewelacyjnie.

Dawno nic nie pisałam, a że wielkanocne kartki do kogo miały dojść, już na pewno doszły, tak więc chyba pora pokazać serię Wielkanoc 2009 w całości:)

 

 

 

 

 

 

 

Kolejny wpis z serii kuchennej. Dzisiaj ciasteczka serowe z jabłkami.

Skład:

Kostka sera białego

1,5 – 2 szklaniki mąki

pół szklanki cukru

pół łyżeczki cynamonu

2 jajka

łyżeczka proszku do pieczenie

pół kostki masła

3-4 jabłka

Wykonanie:

Zagniatamy ciasto z mąki, sera, jajek, cukru, cynamony, proszku do pieczenia i masła. Powinno być trochę twardsze niż takie ciasto na pierogi. Jabłka obieramy, wykrajamy środki i kroimy na łódeczki. Ciasto rozwałkowujemy jak na pierogi i wycinamy szklanką kółka(tak jak na pierogi). W każdy krążek wkładamy po kawałku jabłka, skłądamy kółko na pół i sklejamy trochę na środku. 

I do piekarnika, na 200 stopni, dopóki nie zbrązowieją.

Smacznego

 

No więc właśnie. W sobotę byliśmy na ślubie. 

W związek małżeński wstąpili Florence Balcombe oraz Bram Stoker. A data? 04/12/1878

A wszystko to z okazji akcji, która się aktualnie odbywa w Dublinie pod hasłem „Jedno miasto. Jedna książka”. I w tym roku padło na „Drakulę”.  I w związku z tym całe miasto czyta o wampirach. To znaczy teoretycznie powinno. A do tego pełny program -  przedstawienia, wykłady, wycieczki z przewodnikiem, warsztaty artystyczne dla dzieci itp. 

Nawet książki rozdają. Dostaliśmy z Marcinem dwie.

O! A tu zdjęcie z uroczystości:

Zdjęcie by maRcin

A więcej jak zwykle tu.


  • RSS