mojepoddasze blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2008

Znow bedzie krotko, bo a) jestem w pracy b) nie mam weny tworczej. Mam raczej wene na spanie – to pewnie dlatego ze dzisiaj juz wybitnie nie moge sobie znalezc zajecia. Zrobilam wszytsko z listy i nawet jeszcze wiecej, a tu jeszcze godzina zostala.

W Polsce jak to w Polsce bylo milo – tylko krotko. Wszystkich sie nie udalo spotkac i odwiedzic. Moze nastepnym razem.
Udalo nam sie jednak znalezc czas na krotki wyjazd nad wode, chociaz akurat jak pogoda troche oslabla. Mimo to udalo nam sie wykapac – pierwszy raz od wyjazdu do Tunezji.

Poza tym udalo sie tez zorganizowac grilla, bo taki grill to juz za mna chodzil od poprzedniej wizyty w Polsce, ale wtedy bylo za zimno. Taka kielbaska z grill – pyszna rzecz. Z musztardka. Ehh. Az bym zjadla.

Zamkneli nam tez Camelota, bo Jacek(wlasciciel) udal sie na wakacje akurat. I trzeba bylo szukac innego baru, a o miejsce w piatek(sobote?) wieczorem nie bylo tak latwo. Na szczescie udalo nam sie wisnac do Porannych Pantofli, a pozniej, jako ze sie mlodziezy dyskoteki zachcialo zmeinilismy klub. Niestety okazalo sie ze dyskoteka jest platna. Az tak nikomu sie nie chcialo tanczyc, wiec siedzielismy dalej przy piwku.

W drodze powrotenj, za to, o malo nie rozpentalismy kolejnej wojny wschodu z zachodem. Byl z nami jeden obcokrajowiec, tunezyjski obcokrajowiec. Ow obcokrajowiec chcial nam przetlumaczyc arabskie napisy w Kebabie na jezyk angielski. I tak od slowa do slowa padlo nieszczesne „You stupid Polish people, we make kebeb so we rulez” wypowiedziane przez nikogo innego jak Adasia. A ze ludzie maja tendencje do wylapywania fragmentow rozmowy i traktowania wyrywkow jako calosci, czyjas narodowa duma zostala dotknieta. Na szczescie sytuacje udalo sie zarzegnac. Nikt nei zostal ranny, nie ukamionowano zadnych terrorystow:)
http://farm4.static.flickr.com/3118/2856009503_7bb4057526.jpg?v=0
Spotkan bylo wiecej. Rodzinnych, znajomych i jeszcze 77 spotkan z babcia Niusia… ale o tym moze kiedy indziej:) 

Dodam jeszcze tylko kilka slow ku chwale polskiej przyrody. Otoz polska przyroda jest fajna:)


http://farm4.static.flickr.com/3095/2856820966_22e573f2e2.jpg?v=0

Jak sie zaklada takiego bloga to sie mysli ze zawsze bedzie czas cos napisac. A tu sie okazuje ze nie zawsze:)
Za duzo sie ostatnio dzialo. Wywiewalo mnie w rozne miejsca, zmienialam prace… Teraz nie wiem czy nie przyjdzie mi zmieniac mieszkania… Ale to sie dzisiaj okaze.

Jakbym chciala opisac wszystko  co sie wydazylo od ostatniego wpisu to przyszloby mi tu siedziec do wieczora. Wiec na razie tylko krotka, zdawkowa informacja – ZYJE. Takie mam wrazenie przynajmniej.

Do opisania mam przynajmniej cztery wazne rzeczy. Po pierwsze wycieczke do Ogrodow Japonskich i Statdniny Koni pod Dublinem. Po drugie – „wakacje” w Polsce, po trzecie zmiane pracy i po czwarte, choc na koncu, to na pewno nie najmniej iststny – wyjazd do Rzymu i slub Asi.

Zdjecia z wyjazdow, poza Rzymem(jeszcze nie mielismy czasu) mozna juz podziwiac na
http://www.flickr.com/photos/ola_i_marcin

Bedzie wiec krotko, ale po kolei.

Irish National Stud – Kildare.

No moze nie dokladnie Kildare. Jadac autobusem z Dublina, trzeba wysiasc chyba dwa czy trzy  przystanki przed samym miastem. Rada – o wszystko pytamy kierowcy:)
W planach mielismy pojechac do Kildare, zobaczyc miasto a potem jeszcze odwiedzic stadnine, ale na szczescie w drodze zdecydowalismy ze zaczniemy od stadniny. Do miasta juz nie zdazylismy zajechac. Na stadninie i w przyleglych ogrodach mozna spedzic caly dzien.
Zanim przejde do samej stadniniy, mala uwaga na temet drogi ktora jechalismy. Jak na moje polskie standardy, to wygladalo to jak taka typowa wiejska droga, troche taka gorska wiejska droga, duzo wzniesien i zgorkow, co pol minuty zakret. Droga waska, dwa autobusy to pewnie by sie nie zmiescily, asfalt postrzepiony. A dookola pasa sie owce. Owiec jest pelno i laza sobie jak im sie zywnie podoba. A to przez droge do sasiadki, a to spowrotem. I na takiej drodze, gdzie w Polsce stal by na pewno znak z ograniczeniem do 40 km/h, w Irlandii stoi taki sam znak tylko ze z inna cyferka. W Irlandii na takiej drodze nie mozna przekroczyc 90km/h. I nasz kierowca na pewno nie jechal wolniej. Byly emocje, mowie wam:)

A co do samych ogrodow i stadniny. Zaczelismy zwiedzanie od Ogrodow Japonskich. Niestety. Fakt – widoki byly piekne, roslinki zadbane, do tego caly ogrod ma za zadanie pokazac sciezke zycia czlowieka od narodzin po smierc.
 
Ale ludzi to tam byl ogrom. Poprostu ogrom. A, ze japonczycy sa mali to i sciezki male porobili. I jak sie weszlo na sciezke, to juz trzeba bylo podazac z ludzmi, bo ani wyminac, ani stanac ani w zasadzie nic. Moze to wina tego, ze to byl dlugi weekend, ale mimo wszystko – drugi raz chyba bym sie nie narazila na taka przyjemnosc. Drugi w kolejce byl Ogrod Sw. Fiakra, kimkolwiek by ow swiety nie byl. Tu juz przynajmniej mozna bylo sie spokojnieporuszac, stanac i popatrzec na widoki. Znalezlismy nawet brzydkie kaczatko, ktore z upodobaniem pozowalo do zdjec.


Jesli chodzi o stadnine, to wiele nie zobaczylismy, a zdjec zrobilismy jesczez mniej bo bateria nam padla. Albo zla pora albo co, ale koni bylo niewiele, wiecej juz chyba bylo krow. Udalo nam sie jednak zobaczyc takie male, smieszne koniki(Falabella)
 
ktore wygladaly troche jak swniki z grzywa i ogonem. Byly niziutkie, grubiutkie i ogolnie takie baryleczkowate. Fajniutkie takie farfocelki.
No i w zasadzie tyle. Dodam jeszcze ze bilet wstepu 10,50(euro). W srodku mozna cos zjesc, ale tanio to na pewno nie jest. To tak w ramach porad praktycznych:)

Zdjecia oczywiscie na
http://www.flickr.com/photos/ola_i_marcin/sets/72157607280914130/
 Zapraszam do komentowania


  • RSS