mojepoddasze blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2008

Jeszcze tylko 40 minut. I do domku:) Nawet dzisaiaj pomoglam kilku osobom(W tym koledze, ktory zacza razem ze mna). Reszta telefonow, to wkurzeni ludzie, ktorym juz od doch tygodni powtarzamy, ze problem z ich e-mailami powinien byc rozwiazany w ciagu najblizszych 48 godzin. A ciagle nie jest. Tak czy siak ja im nie pomoge, nawet jak beda na mnie krzyczec:)
Wczoraj bylismy ogladac foki. Nawet nie wiedzialam, ze w tym ich morzu zyja takowe stworzenia. Pojechalismy na Howth robic zdjecia i teraz jestesmy w posiadaniu zdjec conajmniej czterech(roznych) fok. I jeszcze kilku innych rzeczy. Ogolnie rzecz biorac zrobilismy pewnei ze 200 zdjec, z czego wyszla moze jedna trzecia. Wiekszos to nieudane eksperymenty na trybach recznych.
A pogode mielismy jak najbardziej do fotografowania, od deszczu z ktorym zaczynalismy nasza wycieczke, przez sloneczne niebo po grad. Nawet tecze. I to chyba ze 3 rozne.
Wrocilismy ledwo trzymajac sie na nogach. Robiac zakupy w Tesco bylismy juz prawie nieprzytomni, polowy rzeczy nie kupilismy. Ale po szesciu godzinach na nogach – w gore i w dol, w gore i w dol – to w zasadzie nic dziwnego,
Dobrze, ze w tym tygodniu mam na 14:30 to przynajmniej sie wyspalam. Gorzej, ze koncze o jedenastej. Ale to juz tylko pietnascie minut.

„To” czyli to wszystko co musze mowic ludziom jak do mnie dzwonia. Juz rozwiazalam ze trzy problemy. Zdenerwawalam pewnie 3 razy tyle ludzi, ale co z tego? Czy to moja wina, ze tu nikt nic nie wie a mentor ma na jednej glowie 40 nowych osob(dzisiaj zaczela kolejna grupa. Przynajmniej to nie ja wiem najmniej)?
Ale to nie tylko tu tak jest. Probowalam dzisiaj przetransferowac jakiegos pana do dzialu zajmujacego sie zamowieniami. I trafilam na dziewczyne, ktora z rozpacza w glosie poprosila mnie zebym przetransferowala pana do kogos innego bo ona jest pierwszy dzien i nie ma pojecia co ma robic. W miedzyczasie pan sie rozlaczyl. Chwile pozniej juz slyszamam, ze rozmawia z kims z drugiego konca sali. No coz.
Dzisij tez jednej pani nie spodobal sie moj angielski. I to do tego stopnia ze zdecydowala sie rozlaczyc do dajac przy tym „O my God! <trzask sluchawki>.” Tylko, ze ona tez po angielsku to nie mowila. Nie moglam zrozumiwec jakie cyferki mi dyktuje. Chyba Szkotka. No coz.
Wiecej nic sie nie dzieje. Siedze i czekam na telefon.
W momencie jak to pisalam zadzwonil pan narzekac na predkosc. Niestety tu nic nie moge zrobic. Pewnie wroci do poprzedniego dostawcy. No coz. (Poczta zapewnia do 8 Mbitow na sekunde).

Dobra koncze, bo zaraz bede wychodzic, jak nie zlapie w ostatniej chwili dlugiego telefonu(mam nadzieje).

Zaczne od odpowiedzi na pytania z poprzedniego komentarza:) Z gory przepraszam za brak polskich liter, ale pisze z pracy a tu klawiatura jest irlandzka. Na razie nie mam odwagi zmieniac.
A wiec: 1)Zasada jest prosta. Jak nie mam nic do napisania to znaczy, ze nic sie nie dzieje, wiec mam czas zeby pisac. Jak cos sie dzieje – nie mam czasu zeby pisac, wiec sie streszczam:)
2) Tak, odbieram juz normalnie telefony. Powiedzmy normalnie, bo tak na prawde to co chwila przelaczam klientow w stan oczekiwania i lece pytac mentroa co ja wlasciwie mam zrobic.
Co do rozumienia, to czesci nie rozumiem. Szczegolnie jak dzwoni mi jakis Szkot czy Walijczyk. Moze bedzie lepiej.
Na razie nie mialam jakichs ekstremalnych przypadkow glupoty i niewiedzy. Chyba ze z mojej strony, bo jak juz wspomnialam, nie bardzo wiem co robie momentami:)
3) Nie mam pojecia czemu blog. Jakos tak wyszlo.

Siedze sobie w pracy. Poki co nie ma duzo telefonuo. Do tej pory (pracuje juz poltorej godziny) zalatwilam jeden, a to i tak musialam pana przetransferowac do innego oddzialu, do Belfastu dla odmiany:)
Nie ma telefonow i tylko siedze i sie stresuje, nie wiem co mnie czeka.
A w ogle to cos zlego dzieje sie z moim planem na przyszly tydzien. Jak zaczynalam pracowac to mi mowili, ze zmiany sa od 7:00AM do 11:00PM. A tu sie okazuje, ze w przyszlym tygodniu mam pracowac do polnocy. Wszystko byloby dobrze, tylko ze ostatni autobus mam o 11:30 (o ile w ogole przyjedzie, biorac pod uwage tutejsza komunikacje miejska).

Dawno nie pisałam, a że dzisiaj mam wolne to chyba skożystam.
W końcu zaczełam odbierać telefony. Na razie jest strasznie. Nie bardzo wiem co robię, niektórych nie rozumiem. Mamy co prawda mentora(osobę która ma nam pomagać w sprawach technicznych) ale nie dość, że zazwyczaj zamiast dwóch jest jeden to jeszcze trudno  dostępny, bo ma na głowie 30 osób, które albo tak jak my dopiero zaczęły, albo zaczęły tydzień wcześniej.
Podobno pierwszy tydzien jest najgorszy. Zobaczymy:)
Poza pracą właściwie nic sie nie dzieje. Marcin już wyzdrowiał, ale tym razem ja nie mam na nic siły po pracy. Od czasu do czsu chodzimy tylko do Tesco w ramach rozrywki.

Dawnom nie pisała.
Ale nie bardzo jest o czym pisać. Mamy były i pojechały. Jak były, to trochę się działo, tylko że z tej samej okazji nie było czasu na pisanie.
Przebiegu wycieczek raczej opisywać nie będę. Na pewno nie dzisiaj, bo jakoś nie czuję się  na siłach. Za dużo tego było. Może kiedy indziej:)
Poza tym cały czas mam kurs. Minione 2 dni – masakra. Nuda taka, że z krzesełka spadałam i tylko siła woli powstrzymuję się, żeby nie ziewać naszemu panu nauczycielowi w twarz. Nuda i nuda i jeszcze trochę nudy. Na szczęście jutro ma się skończyć i przejdziemy do czegoś innego podobno. Nie do końca wiemy tylko do czego.
Chyba wystarczy jak na powrót po takiej przerwie. Bo co za dużo to i nie zdrowo:)


  • RSS