mojepoddasze blog

Twój nowy blog

A trochę na wakacyjnie. Wyjechać na wakacje nie ma jak, to próbuję przynajmniej trochę wakacji przynieść do domu.

Dzisiaj (a właściwie wczoraj wieczorem) – baklawa:

 

Na ciasto (ciasto filo można podobno kupić zamrożone, ale niestety w Siedlcach nie znalazłam)

150 gram mąki

125 gram wody (ciepłej)

¼ łyżeczka soli

2 i ½ łyżki oleju

mąka ziemniaczana do podsypywania

50 gram masła (do smarowania)

Na nadzienie

200 gram orzechów włoskich, laskowych
i migdałów (łącznie)

łyżeczka cynamonu

3 łyżki cukru


Na syrop

½ szklanki wody

sok z cytryny

½ łyżeczki cynamonu

2 łyżki cukru

3 łyżki miodu

  1. W mikserze mieszamy mąkę, wodę
    i sól. Jak się połączą dodajemy olej. Miksujemy jakieś 3
    minutki – masa powinna być gładka, miękka i trochę ciągnąca.

  2. Z masy formujemy 6 kulek, układamy
    je na talerzu podsypanym mąką ziemniaczaną, tak, żeby się nie
    dotykały, przykrywamy folią i wkładamy do lodówki na 30 min.

  3. Orzechy i migdały kroimy, albo
    mielimy w młynku, dodajemy cynamon i cukier

  4. Ciasto wyjmujemy z lodówki.
    Bierzemy pierwszą kulkę, dobrze obsypujemy mąką ziemniaczaną i
    wałkujemy na cieniutki (prawie przezroczysty placek). Wysypujemy na
    niego 1/3 orzechów z cukrem i cynamonem, rozkładamy to
    równomiernie i zawijamy w roladkę. Bierzemy drugą kulkę i też
    wałkujemy. Smarujemy z jednej strony roztopionym masłem. Na placku
    kładziemy zrobioną już roladkę i zawijamy jeszcze raz. Taki
    podwójny rulonik wkładamy do wysmarowanej masłem foremki. Robimy
    jeszcze 2 takie ruloniki.

  5. Wszystko po wierzchu smarujemy
    roztopionym masłem i kroimy od razu na kawałki, bo później może
    być zbyt kruche. Wstawiamy na 15 minut do piekarnika (180 stopni)

  6. W rondelku mieszamy wodę, miód,
    cukier, cynamon i sok z cytryny. Chwilę gotujemy i zalewamy syropem
    ciasto. Jeszcze na około 10 minut wkładamy wszystko do piekarnika
    i gotowe.

 

Składniki (porcja dla dwóch osób):

  • dwa plastry schabu

  • pół papryki czerwonej

  • pół papryki zielonej

  • cebula

  • pół cukinii

  • dwa ząbki czosnku

  • pomidor

  • dwie garści makaronu świderków

  • sól

  • pieprz

  • pół kostki rosołowej

  • papryka ostra lub słodka (jak kto
    lubi)

Wykonanie:

  1. Lekko rozklepujemy kotlety
    schabowe, posypujemy pieprzem i solą i smażymy na rumiano z obu
    stron.

  2. Wrzucamy na patelnię pokrojoną
    paprykę, cukinię i cebulę. Smażymy około 3 minut. Dodajemy
    posiekany czosnek i paprykę w proszku jeszcze minutkę smażymy.

  3. Zalewamy wodą, jak woda będzie
    bulgotać dodajemy świderki i kostkę rosołową. Gotujemy około
    5-7 minut.

  4. Dodajemy obranego i pokrojonego w
    kostkę pomidora i gotujemy jeszcze jakieś 3-4 minuty. Doprawiamy
    solą i pieprzem.

 

 

 

Składniki

Pojedyncza pierś z kurczaka

Duża marchewka

Dwa spore liście kapusty

Papryka czerwona

Pół papryki zielonej

Trochę groszku

Sos sojowy

Bulionetka albo kostka rosołowa

Sól i pieprz

Makaron

Wykonanie:

Kurczaka obgotowujemy w wodzie przez kilka minut. Wyjmujemy i
kroimy w dość dużą kostkę. Do wody wrzucamy marchewkę pokrojoną
w słupki, kapustę pokrojoną w cienkie paseczki i pokrojonego
kurczaka. Dodajemy bulionetkę i sos sojowy (około dwóch łyżek).
Gotujemy 5 minut i dodajemy pokrojoną paprykę i zielony groszek. I
dalej gotujemy aż marchewka zmięknie. Doprawiamy solą i pieprzem.

Podajemy z makaronem. W tym wypadku to jakiś chiński pszenny
makaron, ale może być też ryżowy, albo zwykłe polskie nitki.

SMACZNEGO

 

Na Woodstock nie udało nam się
pojechać. Bo czekamy aż dzidź zdecyduje się wyjść na świat.
Zamiast tego zrobiłam dziś „krisznowy” obiadek:

Dul z soczewicy

łyżka oleju

1 cebula

2 ząbki czosnku

pół szklanki soczewicy

2 szklanki wody

średnia marchewka

kilka fasolek szparagowych.

pół łyżeczki mielonego kminu
rzymskiego

pół łyżeczki kurkumy

szczypta chili

sól

W rondelku rozgrzewamy olej, wrzucamy
na to pokrojoną w kostkę cebulę, smażymy aż będzie
przezroczysta. Dodajemy posiekany czosnek i smażymy jeszcze minutkę.
Dodajemy przyprawy (poza solą), soczewicę i zalewamy szklanką
wody. Gotujemy jakieś 15 minut, dopóki soczewica nie zmięknie.

W międzyczasie w szklance wody
gotujemy średnią marchewkę pokrojoną w kostkę i kilka
pokrojonych na 2 centymetrowe kawałki fasolek szparagowych. Jak
zmiękną, odcedzamy warzywa, a wodę przelewamy do rondelka z
soczewicą.

Jak soczewica zmięknie odlewamy z niej
wodę, dokładamy do tego połowę gęstego (soczewicy z cebulą i
czosnkiem) i rozdrabniamy na jednolitą masę w blenderze. Tym
sosikiem zalewamy z powrotem pozostałą część soczewicy, dodajemy
marchewkę i fasolkę szparagową, solimy do smaku.

Podajemy z ryżem.

Chipsy z kminkiem

szklanka mąki

pół łyżki kminku (niemielonego)

olej do smażenia

0,25 szklanki wody

łyżka masła

pół łyżeczki soli

0,25 łyżeczki proszku do pieczenia

Mieszamy wszystkie suche składniki.
Dodajemy masło, zagniatamy co się da i powoli dodajemy wodę, w
międzyczasie zagniatając. Wałkujemy na cieniutkie placki i kroimy
w trójkąty. Smażymy na rozgrzanym tłuszczu z obu stron.

Halawa (słodka papka)

0,25 szklanki kaszy manny  

czubata łyżka masła

2 łyżki miodu

szklanka wody

łyżeczka soku z cytryny

pół miękkiego banana

rodzynki

kilka ziarnek kardamonu

Masło roztapiamy na patelni, wsypujemy
kaszę i prażymy aż się zezłoci (cały czas mieszamy). W garnku
gotujemy wodę z miodem, cytryną, rodzynkami i kardamonem. Jak się
zagotuje dodajemy kaszę i pokrojonego dość drobno banana. Gotujemy
aż banan się nie rozpadnie a cała masa nie zacznie odstawać od
ścianek garnka.

SMACZNEGO:)

Powoli, powoli i systematycznie próbuję ogarnąć
zalegające mój komputer pokłady zdjęć.

Dzisiaj chciałabym pokazać kilka
zdjęć zrobionych Zenitem jeszcze w 2010 roku. Teraz już konkretnie nie pamiętam
z jakiego miesiąca. Człowiek się przyzwyczaił do danych z exifa, a tu ze
zrobionego zdjęcia wiele informacji nie da się wyciągnąć.

Jedyne czego
jestem pewna to to, że zdjęcia pochodzą z okresu między majem (zakup pierwszej
kliszy) a listopadem (wywołanie pierwszych dwóch klisz) 2010.

Wszystkie
zostały zrobione w parku w Siedlcach. Wszystkie zostały zrobione na moich
pierwszych dwóch w życiu czarno-białych kliszach na Zenicie TTL z obiektywem
Helios 44mm . Poza innymi niedoskonałościami, niektóre są trochę za ciemne, inne
za jasne, na co na pewno miał wpływ brak światłomierza i ustawienia na oko. Ale
i tak zdecydowałam się je pokazać, głownie po to, żeby z biegiem czasu, na
kolejnych zdjęciach było widać (mam nadzieję) poprawę.

 
Wszystko jak zwykle na Fickrze  - 

http://www.flickr.com/photos/ola_i_marcin/sets/72157625616608744/with/5721953392/

 

W ostatnim wpisie na zdjęciach pojawił się, poza biżuterią,
Zenit TTL. Aparat pochodzi z odzysku – bo zabrałam go tacie. Razem z
obiektywem Helios 44 mm. Mają kilka wad – światłomierz nie
działa, bo nie mam baterii, przysłona się nie przymyka przy
ustawianiu ostrości. No ale poza tym działają.

Długo się przymierzałam, żeby zabrać tacie aparat. Później
długo się przymierzałam, żeby zakupić odpowiednie materiały.
Wbrew pozorom, w Siedlcach nie tak znów łatwo kupić czarno-białą
kliszę. W końcu się przymierzyłam. Włożyłam kliszę do aparatu
i spróbowałam własnych sił w fotografii analogowej. 

Pierwszy wniosek jaki się nasuwa, to JAK DO CHOLERY TAKI BRESSON
CZY DZIWORSKI BYLI W STANIE ZROBIĆ TAKIE ZDJĘCIA? Bez autofocusa,
na 36 klatkach?

Pytanie do tej pory pozostaje bez odpowiedzi. Chociaż zapewne tak
jak ze wszystkim – praktyka czyni mistrza. A ja mam w tej chwili za
sobą dwie klisze praktyki. No, dwie i pół, więc chyba cudów nie
można się spodziewać.

Druga rzecz, która dla mnie miała znaczenie, to SZACUNEK DO
KLATKI. Banalne, wiem. Ale 36 klatek, to nie 8 MB na karcie. Więc
zanim człowiek naciśnie spust, to się jednak zastanowi, co później
będzie na tym zdjęciu.

To może na razie wystarczy rozważań. Dodam tylko, że pierwsze
dwie klisze wywołałam przy pomocy taty, w domowej łazience. Tą,
którą teraz robię – zamierzam wywołać sama. Muszę ją tylko
skończyć.

A oto i rezultat. Na razie jedno zdjęcie. Nie oceniajcie zbyt
krytycznie.

Zdjęcie zrobione na imprezie Magia Lat Dwudziestych w Korczewie, we wrześniu tego roku. 

 

… czyli otworzyłam swoją skrzyneczkę z drytami, koralikami, kamieniami itd.

Z tego otworzenia powstał zestaw lawowy. Z jednej strony kobiecy, z drugiej – dość mocny. 

Znacie tego pana? Jeśli nie to warto. Jak nazwisko wskazuje pochodzi z Francji. Urodził się w 1908 r  i żył prawie 96 lat.

Zajmował się czymś co w tej chwili można określić jako fotografia uliczna i dziennikarska. Jako jeden z pierwszych fotografował Leicą na filmie formatu 35 mm. Jeszcze wtedy, większość poważnych fotografów używało większego formatu. Mała i poręczna Leica pozwoliła Bressonowi łapać to co się działo wokół niego. 

Nie teoretyzuję więcej, bo słaby ze mnie teoretyk. Chciałam wam pokazać zdjęcie, które mnie ostatnio … z braku lepszego słowa, powiem – urzekło. Patrząc na nie mam wrażenie, że oto właśnie przerwała się jakaś zasłona między światami, i mam szansę zajżeć do świata dużo bardziej kolorowego (mimo tego, że fotografia jest czarno-biała) i bardziej radosnego. 

 

I jeszcze przy okzaji cytat (z wstępu do albumu Decydujący Moment)

While working, a photographer must reach a precise awareness of what he is trying to do. (…) At the same time, it’s essential to avoid shooting like machine-gunner and burdening yourself with useless recordings which clutter your memory and spoil the exactness of the reportage as a whole. 

 

Wcale nie łatwo jest o tym pamiętać, mając w aparacie powiedzmy 8 GB kartę, zamiast 36 klatek. I zdjęcia piętrzą się na dysku. I nawet nie chce się ich przebrać. 

 

 

 

Dawno mnie nie było, ale dziś pomyślałam, że napiszę.
Napiszę bo znalazłam serię interesujących dokumentów. W tym
jeden o Marilyn. Jest to dokument nie tyle może o samej Marilyn, ale
raczej o jej fotografach i zdjęciach, które zrobili. A zięcia
robiło jej wielu świetnych fotografów i fotografek, że wymienię
tylko kliku: Eve Arnold, Inge Moroth, Arnold Newman, Phil Stern,
Milton Greene, Bert Stern, Cecil Beaton czy Douglas Kirkland.
Wszystkich tych fotografów (i nie tylko) spotkałam oglądając ten
dokument. 

Tak więc wszystkich fanów Marilyn, jak i tych zainteresowanych
fotografią (bo bez wątpienia Marilyn wpisała się w historię
fotografii) zapraszam do obejrzenia filmu.

Poniżej pierwsza część (z sześciu). Kolejne na pewno
znajdziecie bez problemu, jeśli będziecie mieli ochotę. 

 

… dzisiaj. 

Co prawda z Irlandii już wróciłam, ale to nie powód żeby robić afront świętemu i nie wypić dzisiaj jakiegoś piwka, prawda?

Patryk żył sobie na przełomie IV i V w. Urodził się w rodzinie „duchownej” – jego ojciec był diakonem. Najprawdopodobniej pochodził z Walii. Gdy miał 16 lat został porwany i sprzedany w niewolę do Irlandii. Spędził tam 6 lat, udało mu się uciec, i takie tam telenowele.

W końcu przyją święcenia i wrócił nawracać Zieloną Wyspę. Tu zajmował się głównie przywracaniem wzroku ślepcom, ożywianiem zmarłych i łapaniem węży. Zmarł podobno 17 marca 461r. Został patronem Irlandii, ale również patrona fryzjerów, bednarzy, kowali, górników, upadłych na duchu oraz za opiekuna zwierząt domowych. Tak więc dość wszechstronny święty – nadaje się do pubu, na bad-hair day i na depresję. 

 

A w Dublinie pewnie właśnie kończy się parada, może później znajdę jakieś zdjęcia…


  • RSS